Historia BPSC ma swój początek jeszcze w czasach PRL-u, pod koniec 1987 roku. Wtedy to zaczęły powstawać nieśmiało "prywatne przedsięwzięcia". Nasz pomysł rozpoczęcia działalności na swój rachunek, w roli "prywaciarzy", zrodził się w pociągu, podczas podróży z Katowic do Prudnika, na jedno, z cyklicznych już wówczas, spotkań naszego grona przyjaciół - absolwentów matematyki UŚ. Razem z Romanem Zającem snuliśmy plany związane z poprawą naszej sytuacji finansowej i wyzwolenia się spod, co może zabrzmi patetycznie, zbiurokratyzowanego systemu.

To nie była żadna konkretna dyskusja - takie tam narzekanie i gdybanie. Żaden z nas nie miał oczywiście wizji założenia i funkcjonowania przedsiębiorstwa, w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Jak to się mówiło wtedy - chcieliśmy po prostu "założyć własny interes".

Na owym spotkaniu wspomnieliśmy o naszej rozmowie Ignacemu Miedzińskiemu, który jak powszechnie wiadomo, jest człowiekiem czynu. Tak więc w drodze powrotnej, zanim dojechaliśmy samochodem marki Fiat 125p do Katowic, mieliśmy już opracowany plan założenia firmy informatycznej.
Mieliśmy konkretny pomysł na to, co chcemy robić. Od początku wiadomo było, że stworzymy firmę informatyczną, która będzie wykonywać i sprzedawać własne oprogramowanie. Nie mieliśmy zamiaru handlować sprzętem, chociaż na przełomie lat 80-tych i 90-tych na tym właśnie można było bardzo szybko zarobić spore pieniądze.

Romek Zając i ja byliśmy informatykami i w projektowaniu, i programowaniu czuliśmy się mocni. Ignacy wiedział jak to zorganizować. Poza ćwiczeniami na uczelni nigdy nie programował, co jak się okazało miało pozytywny wpływ na firmę. Romek pracował w Instytucie Ochrony Środowiska i pisał programy głównie na rzecz ekologii, ja z kolei specjalizowałem się w zagadnieniach związanych z kadrami i płacami, ale w zasadzie, jako informatyk zahaczyłem o większość obszarów obejmujących zarządzanie przedsiębiorstwem.

Naszym podstawowym narzędziem do tworzenia programów był język Clipper i baza danych dBase. Romek pracował już wtedy na rzecz naszej nowej firmy nad programami ekologicznymi, które wydawały się być wtedy niezwykle rokującym przedsięwzięciem. W tym samym czasie zacząłem projektować i oprogramowywać system finansowo - księgowy dla Huty Kościuszko, do którego dużą część dopisała później Barbara Michalik. Dla tego samego klienta rozpoczęliśmy tworzenie systemu o nazwie "Wskaźniki ekonomiczne". W projekcie, który powstawał już z myślą o nowej firmie uczestniczył również Paweł Szumiński i to właśnie on i Barbara Michalik byli naszymi pierwszymi pracownikami. Do programów ekologicznych, jako trzeci pracownik BPSC, w krótkim czasie dołączyła Maria Popiel. Tak więc w momencie rejestracji spółki mieliśmy już pierwszych klientów, dla których wykonywaliśmy konkretne zlecenia. Sprawy organizacyjne w większości - jako doświadczony "prywaciarz" - wziął na swoje barki Ignacy. Wypada tu wspomnieć też naszą "wyprawę" do Warszawy pod koniec maja 1988 roku, aby odebrać z lotniska nasz pierwszy komputer wraz z drukarką, które dotarły do nas z Singapuru za jedyne 1600 $. Dzisiaj mają swoje miejsce w kąciku pamięci BPSC. Trzeba pamiętać, że był to PC z 20 MB HDD i drukarka igłowa 10". Pomyślną transakcję uczciliśmy mrożoną kawą w jednej z Warszawskich kawiarenek.
Nazwa firmy to ciekawa historia. Poszukiwaliśmy nazwy, która byłaby krótka i odpowiadałaby mniej więcej temu, co robimy. Lecz sprawa nie była taka prosta. Ze względu na fakt, że zarejestrowaliśmy się jako zakład rzemieślniczy musieliśmy należeć do spółdzielni rzemieślniczej, a nazwa powinna odnosić się do tego, co robiliśmy. Dodatkowo musiała mieścić się w wykazie kategorii Urzędu Miejskiego.

Problem polegał na tym, że w wykazie nie było informatycznej spółdzielni rzemieślniczej, a tym bardziej odpowiedniej kategorii działalności rzemieślniczej. Najbliższa pojęciowo okazała się spółdzielnia elektryków. Natomiast najbliżej profilu naszej działalności było biuro projektowania. Dodaliśmy do tego systemów cyfrowych i ku uciesze wszystkich, urzędniczka w UM zaakceptowała taką nazwę.

W taki sposób ukształtowała się nazwa naszej firmy - Biuro Projektowania Systemów Cyfrowych - jak na tamte czasy dość skomplikowana i kojarząca się raczej z firmą nieprywatną. Z drugiej strony, dla naszych, w ówczesnych czasach, w większości państwowych, klientów nazwa była "bliższa sercu" niż modne wtedy anglosaskie dziwolągi. Próbowaliśmy potem dodawać do tej, dość trudnej do zapamiętania, nazwy różne skróty (np. SIMPLEX - matematyczne pojęcie z dziedziny programowania liniowego). Z czasem jednak skrót naszej nazwy - BPSC, przyjął się na rynku i tak już zostało.
To były lata 80-te i założenie wówczas prywatnej firmy wymagało niezwykłej cierpliwości, a także znajomości licznych przepisów. Było szereg różnych, naprawdę istotnych trudności, które opóźniały rejestrację firmy (np. istotny był brak zgody Rady Mieszkańców z uwagi na potencjalny przewidywany hałas drukarki). Mimo tego proces organizacji firmy, poszukiwania lokalu, jego remontu i zdobywania podstawowych narzędzi pracy informatyka udało się zamknąć w 5 miesięcy.

Oficjalnie 8 maja 1988 roku zdołaliśmy zarejestrować firmę. Wyposażenie naszego pierwszego biura, które mieściło się w zabytkowej kamienicy na ul. 3 Maja w Katowicach, było własnością prywatną wspólników, począwszy od prywatnych starych biurek, stołów i krzeseł, a skończywszy na serwisie kamionkowym do herbaty. Brakowało wówczas wszystkiego.

Najbardziej dokuczliwy był brak papieru do zdobytego również z wielkim trudem teleksu. Jak już zdobyliśmy ten papier to w takich ilościach, że starczyło nam go do końca funkcjonowania teleksu i wykorzystywania go do drukowania w drukarce igłowej (specjalne urządzenie - podajnik papieru teleksowego do drukarki igłowej) można do dzisiaj oglądać w naszym kąciku pamięci. Biuro było przerobionym mieszkaniem w secesyjnej kamienicy "Pod Butem" - ruina, że ręce opadały. Po wielotygodniowym remoncie udało się wreszcie zawiesić przed drzwiami metalową tablicę z nazwą naszej firmy.
Początki firmy były w mojej opinii wyjątkowo udane. Dość szybko przybywało nowych pracowników, aby sprostać nowym zleceniom. Zamówienia zdobywaliśmy najpierw wśród "zaprzyjaźnionych firm" i każdy z naszej trójki miał swój "rynek", na którym działał. Oczywiście Ignacy, który, jako jedyny z nas, miał doświadczenie w prowadzeniu firmy, był bardziej pochłonięty sprawami organizacyjnymi (prowadząc w latach 80-tych prywatną firmę produkującą wibroizolatory przebrnął przez wszystkie formalizmy i trudności z tym związane). Pierwotnie podział kompetencji był ustalony niejako bilansem otwarcia - Romek i ja zajmowaliśmy się produktami i zdobywaniem klientów, Ignacy zdobywaniem klientów, zarządzaniem i bieżącą działalnością.

Z czasem podział kompetencyjny zgodnie z przemianami organizacyjnymi BPSC, które rozrastało się dynamicznie, ale bez skokowych przyrostów. Z perspektywy tych 20 lat z całą pewnością mogę stwierdzić, że nasza rola w kształtowaniu firmy była wieloraka i z różną intensywnością zaznaczyła się na dzisiejszym jej wizerunku. Na pewno przywódcza rola Ignacego miała na ten wizerunek największy wpływ.
Tak naprawdę, to w momencie rejestracji firmy realizowaliśmy już pierwsze projekty. Firma ruszyła oficjalnie w maju, a my już od kilku miesięcy realizowaliśmy konkretne zlecenia. Mieliśmy również zapewnienie, że dołączą do nas w niedługim czasie Paweł Szumiński i Basia Michalik. W zasadzie to współpracowali już z nami przy pierwszych projektach. Jak wiadomo oboje są z nami do dzisiaj i to na bardzo ważnych stanowiskach.

Pierwszym poważnym klientem BPSC była Huta Kościuszko, dla której pisaliśmy system finansowo - księgowy oraz system wskaźników ekonomicznych. Dla Instytutu Ochrony Środowiska w Katowicach realizowaliśmy niezwykle ciekawy projekt związany z  "ochroną wód płynących". Program pod nazwą RZEKA i kilka innych programów związanych z tą tematyką został zaprojektowany przez Romka Zająca i był sprzedawany do urzędów wojewódzkich (których było wtedy 49).

Program RZEKA został doceniony na targach oprogramowania SOFTARG w Katowicach, otrzymując jedną z nagród. Pierwszym dużym zleceniem związanym z zarządzaniem przedsiębiorstwem była niewątpliwie informatyzacja spółdzielni "Elektryk", do której jako firma należeliśmy. Niezmiernie istotne były również pierwsze zlecenia serwisowe systemów kadrowo - płacowych dla Huty Kościuszko i ZEWU Racibórz, które przez pewien czas zabezpieczały finansowo naszą bieżącą działalność.
W początkowych latach obecności BPSC koncentrowaliśmy się przede wszystkim na wykreowaniu produktu oraz mozolnym zdobywaniu pierwszych klientów.
Do roku 1992 stworzyliśmy, a następnie sprzedaliśmy do wielu znanych wówczas śląskich przedsiębiorstw, programy informatyzujące podstawowe funkcje działalności tj. Finanse - Księgowość - Koszty, Gospodarka Materiałowa, Środki Trwałe, Kadry-Płace, Sprzedaż. Udało nam się również zintegrować je w jeden system .W między czasie tworzyliśmy wiele innych programów, nie zawsze związanych bezpośrednio z zarządzaniem przedsiębiorstwem np. program do obsługi sklepu, dentysty, restauracji, małej firmy (Książka Przychodów Rozchodów), kancelarii adwokackiej itp.

Mniej więcej w tym czasie okazało się, że stworzony przez nas system zarządzania przedsiębiorstwem zaczyna obsługiwać coraz większych klientów, a czasami wręcz dużych (np. GIG, Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów, ZPM Duda, Kotłomontaż). Stanęliśmy wówczas w obliczu decyzji o stworzeniu zupełnie nowego systemu, dla dużych firm, opartego na nowej, bardziej bezpiecznej i nowoczesnej technologii. Zdawaliśmy sobie sprawę, że produktem Clipperowym nie będziemy w stanie obsłużyć tak wymagających klientów i jeśli chcemy liczyć się na polskim rynku musimy zainwestować w nowe rozwiązanie.

Stąd też nasza decyzja o poszukiwaniu wsparcia finansowego, które pozwoliłoby nam zrobić tak duży krok naprzód. W listopadzie 1992 roku sprzedaliśmy część naszych udziałów funduszowi Caresbac, aby za pozyskane pieniądze zakupić niezbędne narzędzia do projektowania systemów w technologii CASE i tworzenia oprogramowania w języku 4 generacji. Wybór padł na narzędzie CASE SDW firmy CAP GEMINI PANDATA oraz bazę danych i narzędzia Progress. Pilotażowym produktem, był system Techniczne Przygotowanie Produkcji, który miał być uzupełnieniem naszego produktu Clipperowego. Jednak po roku pracy z tymi narzędziami zdecydowaliśmy się na partnerstwo z firmą Oracle .W 1993 roku BPSC został jednym z pierwszych partnerów tej firmy. Od tego momentu, można powiedzieć, rozpoczęła się nowa era BPSC. Firma zaczęła się intensywnie rozwijać, przekształcając się z lokalnego "zakładu rzemieślniczego" w firmę ogólnopolską.
Połowa lat 90-tych to inwestycje w nowy produkt. Zdobywaliśmy powoli rynek, aczkolwiek w dalszym ciągu nasze działanie było nastawione przede wszystkim na tworzenie systemu. Pochłaniało to wiele czasu i pieniędzy. Finansowanie tak dużego projektu nie byłoby możliwe bez kredytów, pozyskiwanych głównie od Caresbacu, które później spłaciliśmy akcjami. Trzeba pamiętać, że bardzo mało firm porównywalnych z nami, podjęło się wówczas napisania całego systemu klasy MRP II od podstaw. Wymagało to zarówno sporych inwestycji, jak i wiedzy.

Stworzony przez nas Clipperowy system Zarządzanie 3GL był bardzo rozbudowany funkcjonalnie i jak na produkt tej klasy, naprawdę bardzo dobry, znacznie przewyższający inne dostępne produkty na rynku. Dzięki temu posiadaliśmy wiedzę i podstawy merytoryczne do stworzenia systemu, który mógł konkurować z zachodnimi produktami. Brakowało nam jedynie kompetencji w zakresie produkcji - tutaj istotny wkład wniósł Staszek Kędzierski, dzięki któremu mogliśmy stworzyć kompleksowy system klasy MRP.

Tego, moim zdaniem, nie udało się do końca żadnemu z naszych polskich konkurentów. Zachodnie produkty, na szczęście dla nas, weszły na polski rynek słabo przygotowane. Były kiepsko przetłumaczone, słabo lokalizowane i dzięki temu ułatwiły kilku polskim firmom, między innymi nam, podbój rynku. Ważne było to, że na jesień 1997 roku mogliśmy zakomunikować, że firma BPSC wprowadza na rynek swój nowy produkt, wtedy jeszcze pod roboczą nazwą "Zarządzanie BPSC v.4", a który pod koniec lat 90-tych przyjął nazwę Impuls. Nasza strategia marketingowa, sfinansowana ze sprzedaży akcji funduszowi Growth Fund SEAF, podkreślała przede wszystkim polskość firmy i dostosowanie systemu do polskich realiów. Taki przekaz uważam był słuszny, choć w niektórych przypadkach eliminował nas na samym starcie. Ale to już trzeba przypisać niektórym cechom naszej nacji.
Było wiele takich sytuacji .W historii każdej firmy znajdą się momenty lepsze i gorsze. Dla nas zawsze głównym impulsem do pracy był fakt, że BPSC stanowiło dla nas i wielu naszych pracowników główne źródło utrzymania i musieliśmy robić wszystko, aby pokonać trudności. Nie ulega wątpliwości, że nie zawsze było kolorowo, bo przecież były lata kryzysu, które dotknęły zwłaszcza firmy informatyczne. Największy miał miejsce na w latach 2000 i 2001, kiedy wiele firm upadło, nie tylko zresztą informatycznych, głównie z powodu przedwczesnej euforii związanej z Internetem.

Przetrwanie tamtego okresu bez większych strat osobowych, uważam za jeden z ważniejszych momentów w naszej historii. Jego drugim aspektem niewątpliwie było scementowanie firmy i przekształcenie jej w nowoczesne przedsiębiorstwo zorganizowane już "na miarę XXI wieku". Trudne momenty trafiały się również przy pierwszych wdrożeniach systemu Impuls, ciężkich i wymagających olbrzymiego zaangażowania i nakładu pracy.

Pomimo tych trudności system został bardzo pozytywnie odebrany przez rynek. Wielu naszych "trójkowych" klientów przeszło na system Impuls. Mimo, że siła przyzwyczajenia jest wielka, w większości przypadków potrafili docenić większe możliwości nowej technologii i uzasadnienie dla dużo wyższych kosztów wdrożenia i eksploatacji systemu.

Ciekawostką może być to, że wymiana systemu na Impuls w naszej firmie spotkała się z silną opozycją Heleny Szymińskiej, naszej ówczesnej szefowej księgowości a poprzednio dyrektorki naszego biura rachunkowego, bo i taką działalność prowadziliśmy. Ten opór pozwolił nam zrozumieć dlaczego niektóre służby klientów często są przeciwne jakimkolwiek zmianom w systemach informatycznych.
Pewnie wiele osób ma swój udział w sukcesie firmy. Niemniej jednak zawsze będę podkreślał przywódczą rolę i zdolności organizacyjne Ignacego. To on był zawsze motorem napędowym rozwoju i to nie ulega wątpliwości. Jest człowiekiem, który zawsze miał niezwyczajne wizje rozwoju - na pierwszy rzut oka fantasmagoryjne, a przez ludzi z branży uważane za nierealne. To chyba stanowiło naszą przewagę nad innymi i było zawsze szalenie ważne.

Istotne było również właściwe umiejscowienie wspólników w hierarchii firmy. Romek w latach 90-tych, kiedy BPSC miało swój szczyt sprzedaży systemu Zarządzanie 3GL miał niezwykłe umiejętności odczytywania oczekiwań klientów wobec systemu i chociaż był niewidomy, jego kontakt z klientami zawsze był bardzo ciepły i bliski. Jak wszyscy wiemy w 1997 roku Romek odszedł od nas pokonany przez chorobę. Ja zawsze widziałem swoją rolę w działaniach operacyjnych firmy i tak mnie też postrzega większość naszych pracowników.
Jeśli o to chodzi, to oczywiście istnieje zasadnicza różnica w zarządzaniu firmą dzisiaj a 10, 15 czy 20 lat temu. Na początku byliśmy malutką firmą, która rzeczywiście przypominała zakład rzemieślniczy, z tym że naszymi narzędziami były nie młotki i śrubokręty a klawiatury i ekrany monitorów. Funkcjonowaliśmy, jak grono przyjaciół chcących jak najlepiej zarabiać na życie i wspierających się we wszystkim, co dotyczyło firmy. Niepotrzebne były formalne struktury i schematy organizacyjne - podział ról był naturalny i klarowny. Wiadomo było, że ktoś projektował, ktoś pisał programy, ktoś je sprzedawał itp. Jeśli sytuacja wymagała jakiś zmian to po prostu to robiliśmy.

Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że w zasadzie wszystkie zmiany, które zaszły na przestrzeni tych 20 lat miały raczej charakter naturalny, nie radykalny. W połowie lat 90-tych stworzyliśmy podwaliny pod strukturę organizacyjną, dzieląc między członków zarządu konkretne obszary odpowiedzialności.

System Clipperowy podzieliliśmy merytorycznie pomiędzy mnie i Romka, natomiast za organizację i tworzenie nowego produktu, opartego o narzędzia Oracle, odpowiedzialny był Ignacy. Rozpoczęcie wdrożeń systemu Impuls wymusiło na nas zupełnie odmienny sposób funkcjonowania firmy, który okazał się niezbędny przy tak dużych przedsięwzięciach. Wówczas powstała struktura, która wyodrębniła dział wdrożeń, dział rozwoju aplikacji, dział sprzedaży i marketingu. To w zasadzie był taki kluczowy moment, w którym BPSC stało się firmą informatyczną na miarę nowych czasów .W takich strukturach funkcjonujemy właściwie do chwili obecnej, - unowocześniliśmy jedynie metody i zwiększyła się skala działania (po drodze wdrożyliśmy w naszej organizacji system ISO).
Na sukces złożyło się kilka czynników i na pewno nie da się ich ująć w jednym zdaniu. Po pierwsze bardzo ważna była dla nas zawsze jakość produktu, począwszy od pierwszego wprowadzonego przez nas na rynek systemu, po najnowszy - Impuls 5 oraz dbałość o zaspokojenie potrzeb klienta (np. nie zawsze przekładało się to na dochody firmy). Na pewno niezmiernie ważną kwestią, były nasze bardzo dobre relacje, jako wspólników (od 7 już lat akcjonariuszy). Potrafiliśmy w taki sposób poukładać relacje biznesowe, aby nie zakłócały relacji przyjacielskich. Według mnie jest to naprawdę ważne w życiu, a zarazem niezbędne w biznesie. Trzecim czynnikiem jest dobór pracowników i wypracowanie odpowiednich relacji między nimi. Rotacja pracowników w BPSC jest stosunkowo niska .W przeciągu tych 20 lat udało nam się zachować ciągłość pokoleniową. Właściwie gro osób, które przed laty podjęły pracę w BPSC, nadal tu pracuje.

Rzadko zdarza się, że odchodzą ludzie z długoletnim stażem. Staramy się stwarzać takie warunki, żeby wymiana pracowników w naszej firmie była jak najmniejsza. Temu służy między innymi 3-ci już ESOP, który wraz z poprzednimi obejmuje około 25% pracowników. Prawie 1/3 życia spędzamy w pracy i znacznie łatwiej w niej funkcjonować i polubić ją, kiedy uda się wypracować dobre relacje międzyludzkie. Oczywiście nie zawsze jest idealnie, ale taka być powinna cecha dobrze funkcjonującej organizacji. Nie wyobrażam sobie pracy poszczególnych działów czy też ludzi w oderwaniu od otoczenia i innych działów. Ma to przecież bezpośrednie przełożenie na jakość naszych produktów i usług oraz funkcjonowania firmy.
Oczywiście najbardziej wartościowe jest to, że BPSC jest firmą docenianą przez rynek. Dotyczy to zarówno klientów obecnych jak i potencjalnych .W ubiegłym roku obszar działania BPSC przekroczył granice Polski i możemy się dziś pochwalić ukraińską spółką zależną - firmą "Kompass", która zdobyła już pierwszych klientów. W ramach tworzonej wokół BPSC Grupy Kapitałowej działają jeszcze dwie spółki: Proximus - oferująca rozwiązania dla branży energetycznej oraz Italents - zajmująca się leasingiem pracowniczym. Ale rzecz jasna, jak wspomniałem wcześniej, ponieważ jesteśmy spółką akcyjną, dla akcjonariuszy liczą się przede wszystkim odpowiednie wartości, w odpowiednich wierszach i kolumnach, tym bardziej, że w planach na najbliższe miesiące przewidujemy nasz debiut giełdowy.

O tym, że jesteśmy firmą znaną i docenianą świadczą liczne nagrody i wyróżnienia od Gazeli Biznesu począwszy a na bardzo istotnym wyróżnieniu dla systemu Impuls 5, jako najlepszego systemu ERP w 2006 roku, skończywszy. Jesteśmy znani w środowisku uczelnianym. Na wielu uczelniach, wykorzystywany jest system Impuls w kształceniu studentów, a nasze uczestnictwo w konferencjach i seminariach ma duże przełożenie na postrzeganie BPSC przez studentów jako dobrego, potencjalnego pracodawcę a nierzadko w przyszłości jako biznesowego partnera.
Można się zastanawiać filozoficznie nad takim pytaniem, ale przecież wtedy były zupełnie inne warunki, a my kreując firmę nie przewidywaliśmy, że przyszłość będzie zupełnie inna od naszych wyobrażeń. Wówczas kapitalizm był tak niewyobrażalnym pojęciem jak to, że będę jeszcze kiedyś młody. Czasem człowiek rozważa inne możliwości i kombinuje co by było, gdyby poszło się w tę stronę a nie w tamtą, ale ja wierzę w los, który się kształtuje lepiej lub gorzej.

Widocznie taki był najlepszy dla mnie i już. Ja się z tym godzę i łatwiej mi czasem przełknąć gorycz porażki, a tym bardziej potrafię się cieszyć, że wybrałem właściwą drogę, gdy firma odnosi sukces, gdy ja odnoszę sukcesy.
Plany na przyszłość mógłbym skwitować jednym zdaniem - są zawarte w prospekcie emisyjnym. Przede wszystkim wychodzimy z nasza ofertą poza obszar naszego kraju. Nie jest to proste, ale zarazem niezmiernie ważne, aby zafunkcjonować nie tylko na naszym rynku. Mamy produkt, o charakterze międzynarodowym i to stanowi mocną podstawę ekspansji. Wymagają tego również nasi klienci, którzy ciągle się rozwijają i rozszerzają działalność na inne kraje. BPSC musi iść razem z nimi. To jest pierwszy krok. Drugi krok to ekspansja na rynki zagraniczne już w oderwaniu od naszych klientów.

Skoro konkurujemy tutaj z powodzeniem z firmami zachodnimi, to na rynkach zagranicznych też możemy. Nie chcemy ograniczać się jedynie do lokalnego rynku. Rynek średnich i dużych przedsiębiorstw, na którym działamy, to potężny rynek i nadal jeszcze nasz główny obszar działania .W krótszej perspektywie na pewno ważne jest zdyskontowanie naszej pozycji na rynku, postrzegania naszego systemu Impuls 5 oraz reakcja na zmieniające się potrzeby naszych obecnych i potencjalnych klientów.
Poprzedni
Spis treści
Następny