Przemysł 4.0 w branży rolno-spożywczej (wywiad)

Wywiad ukazał się w Portalu Spożywczym w grudniu 2019 r.

Moim zdaniem, pod względem automatyzacji procesów, firmy spożywcze są dziś porównywalne z branżą automotive.

Więcej automatyki instaluje się dziś w zakładach mięsnych czy rozlewniach soków niż w firmach z produkcją dyskretną - mówi w rozmowie z serwisem portalspozywczy.pl Sławomir Kuźniak, dyrektor ds. zarządzania produktem w firmie BPSC.

 

Adam Tubilewicz, Portalspozywczy.pl: W branży dużo mówi się o pojęciu Przemysłu 4.0. Jak pan rozumie to zagadnienie?

Geneza pojęcia Przemysłu 4.0 sięga Targów Hannover Messe w 2012 roku. Właśnie wtedy Angela Merkel powiedziała, że znajdujemy się w trakcie “czwartej rewolucji przemysłowej”. Kanclerz Niemiec rozumiała to pojęcie jako kontynuację trzech poprzednich wielkich rewolucji: wieku pary, wieku elektryczności oraz wieku komputerów. Coraz częściej pojawiają się jednak sugestie, że Przemysł 4.0 nie jest czymś zupełnie nowym, ale raczej kontynuacją digitalizacji zapoczątkowanej pod koniec lat 60, tj. stworzenia “bliźniąt cyfrowych” dla każdej rzeczy, która może istnieć w świecie realnym. Pierwszym narzędziem, które to umożliwiały były systemy ERP, które dziś często są kręgosłupem informacyjnym firm. Dane wprowadzane przez użytkowników lub przekazywane bezpośrednio z czujników zamontowanych w maszynach pozwalają zaplanować realizację produkcji i policzyć odpowiednie wskaźniki. Tak więc określeniem Przemysł 4.0 opisałbym bardziej ciąg zdarzeń, który trwa od lat 60. 

W jakim stopniu Przemysł 4.0 jest obecny w polskiej branży rolno-spożywczej?

Moim zdaniem, pod względem automatyzacji procesów, firmy spożywcze są dziś porównywalne z branżą automotive. Więcej automatyki instaluje się dziś w zakładach mięsnych czy rozlewniach soków niż w firmach z produkcją dyskretną. Na przykład przy produkcji soków opakowanie (butelka, karton) z zaszytym chipem samo informuje maszynę, że do środka ma zostać nalany określony sok. Branża spożywcza jest więc dość mocno zaangażowana w procesy automatyzacji. Modne jest nazywanie tego Przemysłem 4.0, ale tak naprawdę robimy to od dawna. Dziś produkcja kurczaka, rozumiana jako całość procesu od wejścia surowca do zapakowania produktu finalnego w 100 proc., może być obsługiwana przez systemy automatyki przemysłowej i to bez udziału człowieka. Pracownik pełni wówczas tylko rolę nadzorcy i w razie potrzeby udrażnia lub czyści linię. Choć widziałem już rozwiązania z autonomicznymi systemami do sprzątania.

Konsumenci i sieci handlowe oczekują dziś od producenta pełnej identyfikowalności produktu - od rolnika do półki sklepowej. W jaki sposób systemy informatyczne pomagają dostarczyć tego rodzaju informacje?

Dzisiejsze wymagania jakościowe, jak systemy HACCP i inne, wymagają od firm zachowania pełnej identyfikacji wyrobu. Zakłady potrzebują informacji kto wyprodukował surowiec i z jakiego źródła go otrzymaliśmy z dokładnością do pojedynczego hodowcy czy rolnika. Dzięki temu, gdy okaże się, że jakiś element jest skażony, możemy bardzo szybko stwierdzić od kogo go dostaliśmy, w jakich partiach może się znajdować i które z nich należy wycofać. Bez automatyzacji i pełnej identyfikacji trudno byłoby to osiągnąć.

Jednak większość rozwiązań, które BPSC wdraża w firmach z sektora rolno-spożywczego dotyczy automatyki produkcyjnej. 

Jako BPSC najwięcej rozwiązań z zakresu automatyki procesów wprowadzamy właśnie w branży spożywczej. Stworzyliśmy m.in. autonomiczny system sterowania produkcją spożywczą, który raportuje, ale i zczytuje dane z wag elektronicznych, a następnie informuje operatorów co zmniejszać, jak pobrać, jak długo należy czekać, itp. System steruje pracą manualną człowieka, który nie musi znać całej procedury, tylko wykonuje konkretne zadania zlecane przez maszynę. Dzięki zdigitalizowaniu całego wyrobu czy receptury operator może być prowadzony za rękę. Dodajmy, że automatyka nie wiąże się jedynie z produkcją żywności na skalę przemysłową. Pojawia się nawet w produkcji żywności tradycyjnej, bez konserwantów czy bio. Wśród naszych klientów są m.in. producenci serów, garmażerii, napojów, słodyczy czy produktów mleczarskich. Natomiast to w branży mięsnej mamy najwięcej doświadczeń i wdrożeń.

Jakiego rodzaju rozwiązań poszukują u Państwa polskie zakłady mięsne?

Zauważamy, że automatyka wchodzi mocno w całe procesy produkcyjne. W niektórych rzeźniach czy przetwórniach proces planowania jest 24-godzinny. Dziś planuje się co wyjedzie z zakładu jutro. Dlatego też automatyzacja procesu planowania musi odbywać się w systemach. Nikt nie będzie sprawdzał ręcznie lub w Excelu co musimy jutro wyprodukować. Zmienność dostarczanych półproduktów czy mięsa do produkcji wyrobów gotowych jest zawsze dużą niewiadomą. Dopiero kiedy sprawdzimy co dostaliśmy, możemy zaplanować czy i ile jesteśmy w stanie z tego wyprodukować. Dlatego systemy powinny wspierać zmienność i wspierać produkcję niepewną. 

Czy dostarczane przez BPSC rozwiązania przeznaczone są jedynie dla dużych firm czy możliwe są do zaimplementowania także w zakładach średnich i mniejszych?

Dość często firmy, które ewoluują z rozmiarów średniej do dużej robią to ewolucyjnie. W związku z tym stopniowo wymieniają swoje maszyny jeśli wiedzą, że dane koszty będą się zmieniać. Oczywiście, najłatwiej jest wybudować nową fabrykę z pełną automatyzacją, ale tylko duzi mogą sobie na to pozwolić. Nowoczesna technologia wciąż pozostaje na tyle droga, że mniejszego podmiotu nie będzie stać od razu na wymianę wszystkiego. Dlatego firmy tej wielkości kupują na początku np. jedną małą maszynę, integrują ją z resztą, po czym dokupują następną itd.

Warto pamiętać, że system autonomicznego sterowania produkcją jest skalowalny. Może, w zależności od potrzeb, zczytywać dane z maszyn lub pozwalać operatorowi na “ręczne” raportowanie. Im więcej automatyki, tym więcej możliwości. Im mniej, tym więcej pracy wykonanej ręczne i rejestracji poprzez system. Producent zawsze dąży do tego żeby poznać ile kosztowało go wyprodukowanie wyrobu, jak długo to trwało, kto to robił, z jakiego materiału i dlaczego. Nasz system pozwala uzyskać te dane z dokładnością do pojedynczej partii asortymentu. Dzięki temu szybko możemy wskazać wadliwą partię oraz sprawdzić przez kogo została wprowadzona. 

Czy świadomość osób zarządzających firmami spożywczymi odnośnie wdrażania nowoczesnych rozwiązań informatycznych jest coraz większa?

Prezesi wiedzą, że wdrożenie rozwiązania ERP da im realne i mierzalne korzyści finansowe. Z drugiej strony branża spożywcza, w szczególności mięsna, dość mocno się konsoliduje. Być może niektórzy czekają, że ktoś kogoś kupi i wtedy pojawią się pieniądze na inwestycje. Zapewne marże w branży mięsnej wciąż nie są na tyle duże żeby wszystkie zakłady miały pieniądze na automatyzację. Niewykluczone też, że niektórzy właściciele nie zdają sobie sprawy, że pewne rzeczy można zrobić inaczej, że coś może kosztować mniej, a efekt będzie ten sam. Często pojawiają się też pytania, czy na pewno systemy sterowania ERP nie są adresowane tylko do dużych? Czy mnie jako średnią firmę na nie stać? Czy można wziąć na to dotacje unijne? Jakie są ścieżki finansowania? Wskazujemy, że może być to na początku małe rozwiązanie, które można później rozwijać. 

Czy wejście na rynek pracy wychowanego w epoce cyfrowej młodego pokolenia wpływa na zmianę podejścia firm do wdrażania rozwiązań z zakresu Przemysłu 4.0?

Pokolenie Z, które wchodzi obecnie na rynek pracy powoduje, że wymagania biznesowe są inne. Coś, co jest nowe dla starszych pokoleń, dla pokolenia Z jest naturalne. Młodzi pracownicy często są w szoku, że muszą pewne rzeczy raportować na papierze, podczas gdy mają dostęp do konta bankowego z telefonu. Będzie to wymagało dostosowania warunków pracy w wielu firmach. Popatrzymy jak wiele zakładów zatrudnia pracowników tymczasowych z Ukrainy. Systemy, które sterują ich pracą pokazują informacje w ich języku wskazując jak mają załadować surowiec, ile czekać itp. To sprawia, że nie potrzebujemy trzech miesięcy do przeszkolenia pracownika tylko kilku dni. Tym samym zmniejsza się koszt związany z przyjęciem pracownika i jego przeszkoleniem.

Czy przyszłością branży rolno-spożywczej będą całkowicie zautomatyzowane linie produkcyjne?

Wszystkie czynności i operacje zaczynają być automatyzowane. Niewątpliwie pracowników mało wykwalifikowanych będzie coraz mniej. Z drugiej strony firmy będą potrzebować więcej osób wysoko wykwalifikowanych do obsługi i serwisu urządzeń. Tak więc z jednej strony typowo robotniczych stanowisk będzie mniej, ale liczba utrzymaniowych czy serwisowych miejsc pracy będzie rosnąć. Pamiętajmy jednak, że rośnie popyt na tradycyjną żywność. Wciąż na rynku będzie miejsce dla małych zakładów produkujących wysokojakościowe wyroby na lokalny rynek. Przy ich produkcji ludzie wciąż znajdą pracę.

Slawek-wywiad-powiazane